Sobie śpiewam...
RSS
czwartek, 11 sierpnia 2011
Salon Odrzuconych - Good night, Dżerzi
Książki na szczęście, albo może na nieszczęście nie posiadam na własność. Czekałam na nią niemalże pół roku w kolejce w bibliotece, by w końcu nie przeczytać. Janusza Głowackiego nie czytałam nigdy, znałam z wywiadów telewizyjnych, felietonów. Postanowiłam to naprawić. Przestrzegano mnie przed czytaniem tej książki, ktoś napomknął, że kiepskie miała recenzje. Ja chciałam jednak przeczytać i kiedy w końcu książki dopadłam, wydawało mi się, że przejdę przez nią jak burza. Zaczęłam, było fajnie, później mniej, a w końcu wkurzająco. Strzępy informacji, jakieś poszarpane teksty, z tego wyłaniający się strzępiasty obraz Kosińskiego. Nie lubię Kosińskiego, starałam sobie o nim wyrobić zdanie na podstawie różnych źródeł w tym biografii Sloana i książki Joanny Siedleckiej. Sądziłam, że książka Głowackiego wniesie coś w sprawie Kosińskiego, nic z tego nie wyszło.Jednak trochę żal, że zabrakło mi cierpliwości. 


13:33, monotema
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 sierpnia 2011
Saga o ludziach lodu
Pamiętam, kiedy "Saga" pokazała się na rynku i nagle wszyscy oszaleli. Początkowo "sagomanii" nie dostrzegłam, a kiedy dostrzegłam, okazało się, że to był etap  około "dziestego" tomu. Potem szał minął, ucichło wokół. Nikt mnie nie pytał: Czytałaś? Nie czytałam, nie miałam ochoty, ani pojęcia, jakie emocje wzbudza "Saga". Aż do dziś. Googlam i wynajduję: fora miłośników, quizy i testy dla przetestowania swojej wiedzy dotyczącej ludzi lodu, "chomiki" z plikami całej Sagi, drzewa genealogiczne bohaterów i tym podobne dziwy. Czytać? Nie moja to bajka, bo bajka to. Przeglądam pierwszy tom - "Zauroczenie". Czy coś z czytania będzie? Nie wiem. Może szkoda, że nie wpadłam w wir "sagomanii", kiedy była na to pora. A może Zjawisko trwa, a ja go znowu nie dostrzegam? 

 
08:02, monotema
Link Komentarze (1) »
wtorek, 02 sierpnia 2011
Wypożyczono, kupiono
Strzyżono, golono - aż chciałoby się rzec. Lubię bywać w bibliotece i bywam, bo to jak gra komputerwa: kogo, a raczej co dziś trafię?
I strzały były celne. Trafiłam Orwella "Na dnie w Paryżu i w Londynie" ( pożyczone) i trafiłam Kraszewskiego "Chata za wsią" (kupione). Inflację da się odczuć nawet w bibliotekach. Kraszewski już "chodzi" nie po 0,50 zł PLN a po 1 zł PLN. Przebogaty zestaw e-booków na e-czytniku posiadam, ale akurat "Chaty za wsią" nie. 
Tym , co się dziwią, że zainteresowałam się dopiero teraz "Chatą..." niech się nie dziwią. Pierwszy kontakt z powieścią tą nastąpił w okolicach szkoły podstawowej, kiedy to'm pożerała wszystko, co miało litery. 
I  tyle wrażeń czytelniczych na dziś!
Tym, którzy myślą, że nieprzyzwoicie chwalę się stanem posiadania, głównie e-czytnika, przytakuję. Chwalę się rzeczywiście, duma mnie rozpiera, radości mam co niemiara. 
Trofea:





14:09, monotema
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 sierpnia 2011
Projekt "Kraszewski"
Ostatnio jakoś ciężko mi idzie czytanie Kraszewskiego. Przegrzanie materiału zapewne, więc w tzw międzyczasie podczytuję inne rzeczy: Kobieta w Berlinie  i Nakarmić wilki. Krótkie notki na temat na blogu 52 tygodnie czytania. Niedawno zaczęłam czytać Starą baśń, ale coś mnie wybiło z rytmu w połowie. Teraz zaczęty Ostap Bondarczuk. Oj popraw się kobieto!! Zamierzam się poprawić. Zadecydowałam, że pójdę tropem powieści ludowych Kraszewskiego. A są to:

Ulana - 1843
Ostap Bondarczuk - 1847
Budnik - 1848
Jaryna - 1850
Ładowa pieczara - 1852
Chata za wsią - 1854-55
Jermoła - 1857
Historia kołka w płocie - 1850
oraz "Historia Sawki" część składowa "Latarni czarnoksięskiej"

Ulanę przeczytałam. Nie był to mój pierwszy kontakt z książką, kiedyś w zamierzchłych czasach powieść zgłębiłam dogłębnie, bo przecież książka o miłości nieszczęśliwej a grzesznej. No i takim sposobem pozostały mi do zgłębienia dogłębnego tytuły pozostałe. Coż, czytać zatem należy i odhaczać, co poza mną.
Tymczasem Ostap przede mną






wtorek, 05 lipca 2011
Biedroneczki są w kropeczki...
Zawsze jak jestem w "sklepie dla biednych", przypomina mi się ta infantylna piosenka Kasi Sobczyk. Ale ja nie o tym. Może wyjaśnię od razu, że "sklep dla biednych" lubię i bywam w nim dość często, bo za jednym zamachem mogę kupić wszystko - mydło i powidło, a na dokładkę książki. Dziś też z książką wróciłam. "Świat według Clarksona". Nawet nie wiem, dlaczego po nią sięgnęłam. W zasadzie wiem. Na okładce okładce była informacja, że jak nic umrę ze śmiechu. Potrzebne mi to, bo pastwię się nad sobą czytając Kraszewskiego. Aktualnie jestem na etapie "Starej baśni" . Nie wiem, jaki to poziom. Gimnazjum? No w każdym razie pomyślałam: przerywnik sobie zrobię. Zajrzałam w książkę i jakie pierwsze wrażenie? Chyba jest w niej tak wesoło, jak w "Starej baśni". Albo ja straciłam poczucie humoru. Albo zajrzałam nie na te strony co trzeba. Nie wiem. Jak skończę Kraszewskiego, poczytam Clarksona i wyjaśnię tę kwestię.
Moja książka trochę inna. Na czerwonym pasku u góry napisano - wielomilionowy bestsellerowy fenomen. Ale czy to ma znaczenie? Ważne że za "dyszkę", a radości co niemiara. 
18:01, monotema
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19
Follow my blog with Bloglovin