Sobie śpiewam...
RSS
środa, 30 listopada 2011
Milczenie złotem?
Niekoniecznie. Milczę, ale jestem, mało czytam jednak i niewiele mam do powiedzenia. Mnóstwo innych zajęć odrywa mnie od czytania. Nadrobić chciałam braki literackie i przerzuciłam się na audiobooki. Audiobooki... hmm napisałam w liczbie mnogiej, ale audiobook był jeden. Mark Twain - Pamiętniki Adama i Ewy. Powiem tak, słuchanie mnie drażni, szczególnie, kiedy lektor do bani, a może to nie wina autora, a hurtowego słuchania? Odcinki radiowe powieści słucha się całkiem fajnie, bo krótkodystansowo. Zanim wyłapiesz manierę autora, już po odcinku i wkurzyć się nie zdążysz. A tak? Jak sobie sobie wrzucisz na uszy dzieło literackie, to nosisz się z nim pół dnia. Ile można słuchać jednego głosu? Choć w "Pamiętnikach" dwugłos, znaczy dwa głosy, bo Adam czyta swoje, a Ewa swoje. A może Twaina nie lubię? Pamiętam z dzieciństwa książkę "Królewicz i żebrak" Zawsze dochodziłam do momentu, kiedy rodzina żebracza zaczynała się pastwić nad księciem... i książkę odkładałam. Dla mnie to było zbyt drastyczne.  Nie mogłam przebrnąć przez "Pinokia" (wiem, wiem - to akurat nie Twain). Dochodziłam do momentu, kiedy to kot i lis robili w tzw. jajo - drewnianego chłopczyka. 
No cóż, progi wrażliwości bywają różne, mój się nie zmienił do dziś, bo do dziś wzdrygam się na myśl o tych książkach. 
A póki co w tle muzyka, staroć sympatyczny - płyta "The Rare Bacharach 1956 - 1978". Polecam na złagodzenie nastrojów.


10:42, monotema
Link Komentarze (1) »
Follow my blog with Bloglovin